Producenci chwalą się, że jazda elektrykiem kosztuje 3 zł na 100 km.
Redakcja Cynicy.pl postanowiła sprawdzić, ile w tym prawdy – bo to trochę tak, jakby mówić, że iPhone kosztuje 0 zł, bo dostajesz go w abonamencie. Prawdziwy rachunek zaczyna się dopiero wtedy, gdy zsumujemy wszystko.
Większość elektrycznych aut kupowana jest w leasingu lub kredycie. Cena katalogowa 180 000 zł wygląda inaczej, kiedy dodasz:
•prowizję i ubezpieczenie leasingowe
•wyższe OC (bo wyższe wartości szkód)
•brak możliwości negocjacji ceny jak przy aucie spalinowym z dużymi zapasami w salonach
CYNICZNYM OKIEM: Producenci z dumą prezentują cenę katalogową, ale prawdziwy koszt to suma rat leasingowych, ubezpieczeń i odsetek. A te, jak wiadomo, potrafią zaskoczyć. Szczególnie, gdy bank widzi, że auto ma baterię wartą połowę jego ceny.
Ładowanie – domowe vs. publiczne
To tu zaczyna się największa manipulacja statystyką. „3 zł/100 km” to cena ładowania nocnego w domu na własnej instalacji. Tymczasem:
•instalacja wallboxa: 2 000–5 000 zł
•ładowanie na szybkich stacjach DC: 3–5x droższe niż w domu
•jeśli mieszkasz w bloku bez miejsca postojowego – opcja domowego ładowania w ogóle odpada
•przy długich trasach: czas ładowania + opłata za postój na niektórych stacjach
Zgodnie z danymi z 2026 roku, koszt 1 kWh w taryfie G11 (całodobowej) wynosi około 1,00–1,10 zł, co przekłada się na 20–22 zł za 100 km (przy zużyciu 20 kWh/100 km). W taryfie G12 nocnej koszt spada do 0,60–0,65 zł/kWh, czyli 12–13 zł/100 km. Ładowanie na stacjach publicznych jest znacznie droższe: AC (11–22 kW) to 1,6–2,0 zł/kWh, DC (50–150 kW) to 2,1–3,2 zł/kWh, a HPC (300+ kW) może sięgać 3,5 zł/kWh bez abonamentu. Wniosek jest prosty: bez ładowania w domu, koszty szybko rosną.
CYNICZNYM OKIEM: Obietnice o taniej jeździe elektrykiem są jak obietnice polityków – piękne na papierze, ale rzeczywistość szybko weryfikuje. „3 zł/100 km” to mit dla wybranych, którzy mają dom, wallboxa i czas na nocne ładowanie. Reszta płaci jak za zboże, stojąc w kolejce na stacji, która nalicza opłaty za każdą minutę postoju. Bo przecież czas to pieniądz, prawda?
Ubezpieczenie i naprawy
Elektryki są droższe w naprawach – i ubezpieczyciele o tym wiedzą. Raport CUK Ubezpieczenia z IV kwartału 2025 roku wskazuje, że na poziomie składek OC segment aut elektrycznych (EV) zachowuje korzystną przewagę kosztową względem aut spalinowych o zbliżonych parametrach, jednak różnice nie są duże i są systematycznie widoczne w danych.
Mimo to, ogólne koszty napraw pojazdów elektrycznych są nadal wyższe. Badania GDV (Niemieckiego Stowarzyszenia Ubezpieczycieli) pokazują, że naprawy aut elektrycznych są zauważalnie wyższe niż modeli spalinowych, a koszt usuwania szkody ubezpieczeniowej dla auta EV jest obecnie o średnio o 15-20% wyższy niż dla aut spalinowych. Wynika to z kilku czynników:
•OC i AC wyższe średnio o 20–40% względem spalinowego odpowiednika (choć dane z CUK Ubezpieczenia wskazują na mniejsze różnice w OC, AC może być droższe ze względu na wartość pojazdu i koszty napraw)
•blacha po stłuczce może wymagać wymiany modułów baterii pod podłogą, co jest niezwykle kosztowne
•coraz więcej warsztatów nie podejmuje się napraw EV – serwis tylko autoryzowany = wyższe stawki
Deprecjacja – elektryki tracą wartość szybciej
To temat, który producenci omijają szerokim łukiem. Badanie przeprowadzone przez iSeeCars, obejmujące ponad 800 000 pięcioletnich używanych pojazdów sprzedanych między marcem 2024, a lutym 2025 roku, potwierdza, że samochody elektryczne tracą na wartości znacznie szybciej niż ich spalinowe odpowiedniki. Osobówki i elektryczne SUV-y mogą stracić niemal trzy czwarte swojej wartości w ciągu pięciu lat.
Przykładowo, Jaguar I-Pace stracił aż 72,2% swojej wartości w ciągu pięciu lat, a Tesla Model S 65,2%. Nawet popularne modele Tesli, takie jak Model Y (60,4%) i Model 3 (55,9%), odnotowały znacznie wyższą deprecjację niż średnia dla wszystkich pojazdów (45,6%).
Powody to:
•szybki postęp technologiczny sprawia, że 4-letni elektryk z zasięgiem 300 km wygląda blado na tle nowych modeli 600 km
•rynek wtórny EV w Polsce wciąż słaby – trudniej sprzedać
•bateria po 8–10 latach: ile zostało pojemności? Kto to sprawdza przy zakupie?
Ukryte koszty codzienności
Posiadanie samochodu elektrycznego wiąże się z szeregiem mniej oczywistych kosztów, które mogą zaskoczyć nieprzygotowanego kierowcę:
•adaptery do różnych typów gniazd (nie wszystkie auta mają CCS + AC + CHAdeMO) – to dodatkowy wydatek, często rzędu kilkuset złotych, aby zapewnić kompatybilność z różnymi stacjami ładowania.
•abonament na aplikację/usługi connected car (niektórzy producenci pobierają opłaty po 3 latach od zakupu) – producenci coraz częściej oferują dodatkowe funkcje, takie jak zdalne sterowanie klimatyzacją czy nawigacja z aktualizacją ruchu, w formie płatnych subskrypcji. Po okresie darmowym, często po 3 latach, trzeba liczyć się z kolejnymi stałymi opłatami.
•zimowy zasięg spada o 30–40% – to realne ograniczenie, które wymaga korekty planowania tras. W praktyce oznacza to częstsze ładowanie i potencjalnie wyższe koszty, zwłaszcza jeśli trzeba korzystać z droższych stacji publicznych.
Kiedy elektryk NAPRAWDĘ się opłaca?
Oczywiście istnieją scenariusze, w których samochód elektryczny może okazać się korzystnym wyborem:
•Duże przebiegi w mieście + własne ładowanie w domu = faktycznie niższe koszty eksploatacji. Jeśli codziennie pokonujesz znaczne dystanse w warunkach miejskich i masz możliwość ładowania pojazdu w domu (najlepiej w taryfie nocnej G12w), koszty „paliwa” mogą być znacząco niższe niż w przypadku auta spalinowego. Przy koszcie 12-13 zł/100 km (ładowanie nocne w domu) oszczędności są realne.
•Firmowy leasing z odliczeniem VAT – tu rachunek bywa naprawdę korzystny. Dla przedsiębiorców, którzy mogą odliczyć VAT od zakupu i kosztów eksploatacji, a także skorzystać z ulg podatkowych, elektryk w leasingu może być opłacalną opcją. Całkowity koszt posiadania (TCO) może być wtedy konkurencyjny w stosunku do pojazdów spalinowych.
•Konkrety: przy jakim rocznym przebiegu i modelu elektryk „wychodzi na zero” względem odpowiednika spalinowego. Trudno o jednoznaczną odpowiedź, ponieważ zależy to od wielu czynników, takich jak cena zakupu, model samochodu, koszty ubezpieczenia, dostępność taniego ładowania oraz indywidualny styl jazdy. Jednakże, dla osób z rocznym przebiegiem powyżej 20 000-30 000 km, zwłaszcza w mieście, i z dostępem do domowej ładowarki, elektryk może zacząć „wychodzić na zero” po 3-5 latach użytkowania. Warto jednak pamiętać o wysokiej deprecjacji, która może znacząco wpłynąć na ostateczny bilans.
Nie mówimy, żebyś nie kupował elektryka. Mówimy: policz uczciwie. Weź kalkulator, zsumuj 5 lat posiadania – zakup, ładowanie, ubezpieczenie, serwis, utratę wartości. Dopiero potem porównaj ze spalinowym. Zdziwisz się, jak bardzo różnią się wyniki od tego, co obiecuje folder z salonu.
CYNICZNYM OKIEM: Pamiętaj, że „ekologiczny” marketing to jedno, a twarda ekonomia to drugie. Zanim ulegniesz modzie i wizji „darmowej” jazdy, zrób swoje własne, brutalnie szczere wyliczenia. Bo na koniec dnia, to Twój portfel zapłaci rachunek, a nie zielone hasła z reklam.






